Pokolenie “P” – zabobon pierwszy

przemekgola

Ostatnio panuje moda sprowadzania młodych ludzi urodzonych w okolicach 1980 r. do jednego mianownika i okrelanie ich szumnymi frazesami.

Mamy więc pokolenie 1 200 brutto (bo takie wynagrodzenie oferuje się większości na początku kariery), pokolenie JPII (bo urodziliśmy się i żyliśmy za pontyfikatu Jana Pawła II), wreszcie w bezpłatnej gazecie Metro czytamy o pokoleniu wyżu (bo urodziliśmy się w czasie wyżu demograficznego).

Pokolenie roku 80 to pokolenie ludzi, którzy otrzymali wielką szansę, którzy mają możliwości o wiele większe niż ich rodzice. Wreszcie to pokolenie wielkich rozczarowań: emigracji zarobkowej, wegetacji za 1 200 brutto, braku własnych mieszkań.

Wielu chciało zrobić z tego pokolenia ludzi oddanych Janowi Pawłowi II, inni chcieliby myśleć o nich jako o ludziach ambitnych, zdolnych, wykształconych, którym czas przemian ekonomicznych i zawierucha dziejowa odebrały coś nienamacalnego: spokój i bezpieczeństwo.

Dla mnie typowy Polak pokolenia roku 80 to jednak nie jest ani pobożny Katolik, ani wykształcony wszechstronnie obywatel świata. Reprezentant owego pokolenia nie jest człowiekiem nowoczesnym, pewnie stąpającym w dzisiejszym świecie, śmiało patrzącym w przyszłość.

Ja pokolenie wyżu nazywam Pokoleniem “P” – pokoleniem przesądu. Polacy w wieku 20-30 lat są różni. Jedni muszą poniewierać się za granicą za minimalne wynagrodzenie, inni męczą się w kraju za przysłowiowe 1200 brutto, jeszcze innym wiedzie się całkiem nieźle. W tej różnorodności da się zauważyć pewną cechę wspólną, mianowicie wiara w kłamstwa, przesądy i zabobony!

Zabobonów ci u nas dostatek. Będę miał okazję, żeby napisać o wielu. Dziś rozpoczynam od pierwszego: małżeństwo to przeżytek, modne są wolne związki.

Mam 28 lat, jeśli patrzeć na moich rówieśników z liceum, tylko niewielka część założyła własne rodziny. Większość żyje w tzw. wolnych związkach, a więc w konkubinacie i zamiast mężów czy żony posiada “partnerów życiowych”. Parterzy ci nie są jednak na całe życie, a tylko do momentu, kiedy się nie znudzą.

Nie tak dawno spotkałem swoje koleżanki ze szkoły. Obie są jeszcze panienkami, obie mają tzw. partnerów życiowych, mówiąc wprost, zwykłych kochanków. Jedna z tych dziewczyn pożaliła się, że jej rodzina nalega, aby wyszła w końcu za mąż. Na to druga z dziewczyn zaczęła ją uspokajać i pocieszać, że jeszcze czas, że są młode, że trzeba się lepiej poznać, że Aśka wyszła za mąż, a teraz żałuje, a Kaśka… itd. Pierwsza z dziewczyn kiwała, potakiwała i powtarzała, że tak, że oczywiście, że mają jeszcze czas, że trzeba się poznać. Wysłuchałem tej rozmowy zniesmaczony. Padły w niej same kłamstwa. Kłamstw tych spotkane przeze mnie kobiety uczyły się latami, czytając czasopisma dla kobiet, oglądając telewizję albo spotykając się z innymi, wcześniej już oszukanymi kobietami.

 Kłamstwo pierwsze: mamy jeszcze czas.

Czasu nie ma. Czasu nie mają zwłaszcza kobiety. Ich zegar biologiczny bije inaczej, i nie chodzi tylko o urodzenie dzieci. Znalezienie męża powinno mieć miejsce w jak najmłodszym (rozsądnie do sprawy podchodząc) wieku, kiedy jeszcze nie mamy nawyków, dziwnych przyzwyczajeń, kiedy jeszcze jesteśmy dość elastyczni, aby przystosować się do drugiego człowieka na zawsze. Po drugie kobieta nieżonatemu mężczyźnie podoba się, kiedy jest młoda. Tak nas natura stworzyła, że mężczyźni szukają partnerek młodszych od siebie. Tak więc, jeśli kobieta przekracza wiek lat trzydziestu, wtedy skazana jest na partnerów grubo po trzydziestce. A ci rekrutować się będą głównie z księży katolickich, dziwaków i rozwodników (oczywiście znajdą się też świetni ludzie, którym się po prostu nie układało).A zatem kobieta, która u boku mężczyzny spędza swoje najlepsze lata nie mając żadnej gwarancji stabilizacji i formalizacji związku, skazuje się na ogromne ryzyko. Powtarzam OGROMNE. Ryzyko odrzucenia, samotności i rozżalenia. Poza tym jest skazana na życie w ciągłej niepewności, co przyniesie jutro. Jest wielce prawdopodobne, że zostanie sama, nieatrakcyjna dla młodszych, rezygnująca ze swoich dziwacznych rówieśników. 

Kłamstwo drugie: trzeba się lepiej poznać.

Pracowała ze mną kobieta, która żyła w konkubinacie przez siedem lat, po czym stwierdziła, że to jednak nie jest to! Jak widzimy nawet długi okres bycia ze sobą nie gwarantuje szczęśliwości związku. Dlatego odkładanie decyzji o formalizacji znajomości i ogłoszeniu małżeństwa nie prowadzi do niczego. Nigdy nie mamy pewności, czy ktoś sprawdzi się w roli małżonka lub ojca, póki nim faktycznie nie zostanie. Długość znajomości jest czymś indywidualnym, jednakże powinien zawierać się w granicach zdrowego rozsądku i nie ciągnąć się latami. Jeśli chłopak zwleka z oświadczynami lub wyznaczeniem daty ślubu, należy mu po prostu podziękować za znajomość – najwidoczniej nie jest zainteresowany małżeństwem i wygodnie mu w układzie, który się wytworzył. I jeszcze jedno: wszystkie normalne kobiety pragną wyjść za mąż, mieć normalną rodzinę, dzieci i dom, w którym będą czuły się kochane i akceptowane.

Tzw. wolne związki są źródłem samych nieszczęść, rozczarowań i goryczy, który niestety czasami przychodzi dopiero po latach. Dlatego nie dajcie się oszukać, drogie koleżanki, kolorowym czasopismom. To tylko reklama – kiepska reklama bubla, jakim jest konkubinat. Nie poniżajcie się, nie schodźcie poniżej pewnego poziomu przyzwoitości i nie pozwalajcie się eksploatować nieudacznikom i ofermom, którzy nie zasługują nawet na miano mężczyzny!

Czas skończyć z zabobonami i przesądami. Pokolenie “P” nie ma być pokoleniem przesądów, ale Pokoleniem Przełomu – pokoleniem, które zwraca się ku nowoczesności, ku prawdzie i ku mądrości. Mądrość i prawdę, o której wspominam, możemy znaleźć w osobie Jezusa Chrystusa, a przeczytać o niej w Piśmie Świętym, które On nam dał!

10 odpowiedzi na „Pokolenie “P” – zabobon pierwszy

  1. “zwraca się ku nowoczesności”??? Nowoczesność w dzisiejszym świecie to właśnie konkubinaty, wolne związki itp. O jaką nowoczesność Ci chodzi? Nowoczesność dla fundamentalnego chrześcijanina ma raczej negatywny wydźwięk kojarzący się z tym światem.

    “głównie z księży katolickich” – aż zbyt mocno antyklerykalne, ale cóż, w końcu jesteśmy protestantami :)

  2. Przemku, ciekawe są twoje obserwacje i przemyślenia. Piszesz o środowisku polskim, zatem głownie katolickiem, którego podejście do małżeństwa rzeczywiście jest kształtowane przez kolorowe czasopisma oraz filmy zrealizowane przez bezbożnych ludzi, którzy wychwalają wolne związki, a małżeństwo zawsze pokazują w negatywnym świetle. Jest jeszcze bardzo ważny czynnik – katolicki kler. Obawiam się, że narażę się na zarzut antyklerykalizmu, ale prawda wygląda tak, że wielu księży Kościoła Katolickiego żyje w konkubinacie, co jest uważane za grzech lekki, inaczej powszechny. Odpuszczenie winy dokonuje się nie przez wyznanie i zaniechanie grzechu, ale przez przyjęcie hostii. Ludzie przyjmują hostię, mysla że Pan Bóg i przebaczył i wracają do swego konkubinatu. Skoro pasterze żyją w konkubinacie, nie ma się czemu dziwić, że ich owce czynią to samo. Co mają zrobić ci, którzy żyją w konkubinacie? Albo zalegalizować związek i zawrzeć małżeństwo, albo ten związek przerwać. Księża katoliccy nie podlegają w tym temacie innym prawom natury, czy innym prawom Bożym.

  3. A mi się wydaje, że to niestety przyszło z Zachodu. oczywiście, trafiło na podatny grunt, nie ma o czym dyskutowac i te czynnki o których piszesz Husyto, jakiś wpływ mają.

    Ja raczej widze w tym wpływ Europy i amerykańskich rozwiązłych filmów. Jak traktować poważnie wierność, małżeństwo, skoro nawet prawa “bardziej rozwiniętych” państw od Polski zrównują z rodziną związki homoseksualne? W tym świetle konkubinat to cnotliwe, pobozne życie.

    Natomiast to oczywiście MUSI się odbić na osobisym szczęściu. Nie da rady hasać i mieć jednocześnie rodziny. Albo mamy bułkę, albo ją zjedliśmy.

  4. Jeśli chodzi o katolicki kler, to sprawa nie jest taka prosta. Katechizm KK mówi, że warunkiem odpuszczenia grzechu jest żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy. Nie jest więc prawdą, drogi Husyto to, co piszesz, że “Odpuszczenie winy dokonuje się nie przez wyznanie i zaniechanie grzechu, ale przez przyjęcie hostii. Ludzie przyjmują hostię, mysla że Pan Bóg i przebaczył i wracają do swego konkubinatu. ”

    Cyprians pisze natomiast, że dzisiaj nowoczesność to właśnie konkubinaty. Rozumiem oczywiście, o co Ci chodzi, Cyprianie. Chciałem przewrotnie pokazać, że moda na konkubinaty narodziła się w XX wieku, więc stosunkowo dawno. Nie jest to więc zjawisko zupełnie nowe. Dziś mamy wiek XXI i czas na spojrzenie ZUPEŁNIE nowoczesne, odmienne od tego, które jest prezentowane w kolorowych czasopismach, czy też w telewizji. To nowe spojrzenie to nawrót do konserwatywnego podejścia do życia. Nowe jest stare, więc stare może stać się nowym :)

    Gorąco wierzę w to, że uda nam się przekonać chociaż by część młodzieży, aby szła za nowym duchem czasu, który jest prezentowany w NOWYM Testamencie. Czas odrzucić zabobony i przesądy, które opowiadają starsi koledzy, czas uwieżyć Bogu!

  5. Przemku, skoro według Katechizmu KK ‘warunkiem odpuszczenia grzechu jest żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy’, to ci, którzy żyją w konkubinacie, musieliby natychmiast te związki przerwać. Dotyczy to również katolickich księży. Jeśli tego nie zrobią, to znaczy, że nie ma w nich ani żalu ani postanowienia poprawy. Ponadto, o ile mi wiadomo – skoryguj mnie jeśli sie mylę – konkubinat nie jest zaliczany do grzechów ciężkich (śmiertelnych), zatem osoba żyjąca w konkubinacie może liczyć na to, że po śmierci trafi do czyśćca, z którego zostanie wyzwolona dzięki ofiarom mszalnym odprawionym w jej intencji z inicjatywy swoich krewnych.
    W przypadku księży (katolickich), ich morale nie ma znaczenia dla znaczenia posługi sakramentalnej, którą wykonują – zobacz Artykuł 1128 Katechizmu KK.
    Innymi słowy, religijność katolicka nie motywuje ani szeregowych wiernych, ani księży, do życia w czystości seksualnej, i do tego, aby seks traktować jako coś, co przeznaczone jest tylko dla małżeństwa.

  6. Przemku, chciałem wrócić do tego, co pisałem w pierwszym komentarzu, że ‘Odpuszczenie winy dokonuje się nie przez wyznanie i zaniechanie grzechu, ale przez przyjęcie hostii.’
    Poszukałem tego, co sparafrazowałem z pamięci, a co kiedyś przeczytałem na katolickiej stronie „Literatura” , Sakrament Pojednania, gdzie w punkcie 7 czytamy:
    „W spowiedzi zobowiązani jesteśmy do szczerości i jest to szczerość nie najpierw wobec słuchającego kapłana, ale najpierw wobec Pana Boga i siebie. Ksiądz jest tylko świadkiem wyznania, partnerem w sprawowaniu sakramentu (a nie kimś “na górze”). Szczerość ta wymagana jest w sposób szczególny przy grzechach ciężkich – o ile grzechy lekkie są gładzone przez Komunię św. i ich niewyznanie generalnie nie przesądza o wartości takiej spowiedzi, o tyle, gdy chodzi o grzechy ciężkie, należy je wyznawać.”
    Zobacz: http://www.spowiedz.pl/grzech001.htm

    Problemem dla katolików jest jasne rozróżnienie między grzechami lekkimi a ciężkimi. Z kolei protestanci, dopóki nie zrozumieją nauki o grzechach lekkich i ciężkich, nie są w stanie zrozumieć katolickiej mentalności i duchowości, ale to się nadaje na inny wątek

  7. Wydaje mi się, że kościół katolicki celowo pozostaje niejednoznaczny. Osoby pragnące żyć dla Boga odnajdą w nauczaniu tego kościoła jasne stwierdzenia potępiające życie bez Boga.Z drugiej strony, ze względu na fakt, iż kościół yten chce być owczarnia dla wszystkich, nie tylko tych autentycznie przejętych, musi w praktyce rozszerzać owe definicje tak, by wszyscy w jakiś sposób mogli się w nich odnaleźć. Polecam Kołakowskiego “Bóg nic nie jest nam dłużny” w którym widać spór o kształt katolicyzmu. Z jednej strony janseniści – zwolennicy “kościoła czystego”; z drugiej – jezuici – zwolennicy kościoła “wszystkich” i władzy.

  8. Pingback: Pokolenie P: zabobon drugi « blog.protestanci.org

  9. No, ale skoro każde małżeństwo może się rozwieść w minimum pół roku… to co za różnica czy będą w konkubinacie czy nie? Jak się rozstaną, to się rozstaną bez względu na to czy będą po ślubie czy przed. Teraz ponad 1/4 małżeństw się rozwodzi mimo tego,że i tak są zawierane rzadziej niż kiedyś. Czyli zawarcie małżeństwa nie daje żadnego poczucia bezpieczeństwa. A już na pewno nie kobiecie.

  10. Różnica jest zasadnicza. W konkubinacie nie łamią słowa, a w małżeństwie łamią. Konkubinat troi związek bezbożny, bowiem Bóg wymaga, by seks łączył się z okresloną obietnicą, podczas gdy małżeństwo cieszy się Bożym błogosłąwieństwem. Rozpad rzeczy dobrych nie dowodzi ich słabej jakości. Dowodzi raczej słabej jakości osób, które z nich korzystają. Tak więc problemem nie jest małżeństwo, które wymaga wierności, ale ludzie których słowo nie jets warte funta kłaków.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s